Jednym
z ważniejszych konfliktów regionu Azji Wschodniej jest spór o wyspy
Senkaku/Diaoyutai, który do dziś stanowi podstawę niezgody pomiędzy Japonią a Chińską
Republiką Ludową jak i Republiką Chińską na Tajwanie. Konflikt ten nasilił się pod koniec kwietnia
2012 r. po ogłoszeniu zamiaru wykupienia trzech z pięciu wysp przez prawicowego
gubernatora Tokio Ishihara Shintary. Aby nie stały się one niebezpiecznym
narzędziem w rękach kontrowersyjnego polityka rząd w Tokio postanowił ubiec
Shintarę i znacjonalizować wyspy. Wywołało to największą jak dotąd falę
nacjonalistycznych anty-japońskich protestów w Chińskiej Republice Ludowej, a w
Japonii największy od dekad konflikt na linii Tokio-Pekin.
Historyczne
tło konfliktu. Wyspy Senkaku/Diaoyutai
to grupa ośmiu niezamieszkałych wysp, w skład których wchodzi pięć małych
wulkanicznych wysp i trzy małe wystające skały o łącznej powierzchni 7km². Znajdują się one w
południowej części Morza Wschodniochińskiego, ok. 170 km na północ od
japońskiego miasta Ishigaki, w tej samej odległości na północny-wschód od
Tajwanu, ok. 330 km na południowy-wschód od wybrzeża Chin kontynentalnych oraz
ok. 410 km na zachód od Okinawy.
Pierwsze
dokumenty historyczne dotyczące archipelagu powstały dzięki chińskim misjom
związanym z nadaniem inwentury królestwu Liuqiu. Misje te znane są pod nazwą
misji Cefeng. Już od najwcześniejszych lat wyspy te wykorzystywane były przede
wszystkim jako punkt orientacyjny w nawigacji morskiej, co potwierdza opis
wyprawy morskiej Chen Kana będącego wysłannikiem cesarza chińskiego. Istotnym
jest fakt, że wyspy te były niezamieszkałe i niezagospodarowane. Z biegiem
czasu znalazły się jednak pod wpływem Japonii, kiedy to w 1590 r. gen.
Hidoyoshi podbił królestwo Ryukyu, które stało się kolonialnie zależne od
Japonii. Stan ten trwał do roku 1598, kiedy zależność została zniesiona po
bitwie marynarki japońskiej z chińską, w której pierwsza z nich poniosła
klęskę. Jednakże w latach 1872-1879 Japonia znów włączyła królestwo Ryukyu w
swoje granice i przemianowała na Prefekturę Okinawy. Nie obyło się bez
protestów ze strony chińskiej ludności jednakże nie przyniosły one większych
zmian. Niezwykle istotnym w tym kontekście jest fakt, że pomimo włączenia wysp
Ryukyu do Japonii nie objęto tym wysp Senkaku/Diaoyutai, co potwierdza fakt, że
były to wyspy niezamieszkałe, nienależące do żadnej ze stron. W związku z ich
niepewnym statusem Japonia podjęła szereg badań, które miały na celu
stwierdzenie, czy wyspy te nie należą przypadkiem do Chin, jednakże zakończyły
sie one stwierdzeniem, że wyspy te to terra
nullius, czyli ziemie niczyje, i bez
przeszkód mogą zostać włączone jako tereny japońskie. Nastąpiło to dnia 14 stycznia
1895 roku. W tym samym roku został podpisany także traktat z Shimonoseki, który
zmuszał Chiny do przekazania Japonii Tajwanu, Półwyspu Liaotuńskiego jak i
Peskadorów. Pekin argumentuje dziś, że to dzięki temu traktatowi sporne tereny
znalazły się pod administracją japońską mimo, że nie zostały wymienione.
W
odniesieniu do spornych wysp jedna jak i druga strona konfliktu wysuwa wiele
roszczeń, zarówno historycznych jak i geograficznych. Chińczycy poruszają
przede wszystkim aspekty historyczne, i twierdzą, że wyspy były uważane za
część ich terytorium jeszcze przed 1895 r. Wspominają tutaj o misjach, które
były wysyłane już od 1372 r. na Ryukyu. Podkreślają także, że wyspy od dawien
dawna służyły jako punkty nawigacyjne i miejsce schronienia chińskich rybaków.
Ponadto w 1756 r. Zhou Hang wydał książkę pt. „Krótkie wprowadzenie do królestwa Riukiu”, w której potwierdził, że archipelag na zachód od rowu oceanicznego
przy wyspie Chiwei był chińskim terytorium. Chińczycy twierdzą również, że
włączenie spornych wysp w granice Japonii w 1895 r. miało związek z działaniami
wojennymi i naruszało tym samym traktat z Shimonoseki. Władze Chin podkreślają
w swej argumentacji również fakt, że położenie geograficzne i skład geologiczny
wysp wskazuje, że są one przedłużeniem chińskiego szelfu kontynentalnego, a
Keelung i Riukiu rozdzielone są głębokim rowem oceanicznym, co również
przemawia na ich korzyść.
Z
drugiej strony mamy argumenty Japonii, która opiera się przede wszystkim na
stwierdzeniu, że przed 1895r. wyspy te stanowiły terra nullius,
czyli ziemie niczyje, bezludne i niezagospodarowane. Podkreślają również, że
twierdzenie, że owe wyspy zostały przejęte na podstawie traktatu z Shimonoseki
nie znajduje potwierdzenia w samym tekście, ponieważ dokument nie nawiązuje do
spornych wysp. Ponadto nie są one wymienione w Traktacie z San Francisco, ani
Deklaracji Poczdamskiej czy też Kairskiej. Wspomnieć należy, że rząd chiński w
konferencji w Kairze nie podniósł kwestii wysp Senkaku/Diaoyutai, pomimo, że
miał do tego prawo. Ani Republika Chińska na Tajwanie, ani Chińska Republika
Ludowa nie zgłaszały sprzeciwu wobec zaistniałej sytuacji aż do 1969 r., kiedy
to odkryto duże zasoby ropy naftowej w pobliżu wysp. Dopiero po tym czasie
państwa te zaczęły się interesować terenami tych wysp, co dla Japonii stanowiło
wyraźny znak, nie tyle chęci przejęcia kontroli nad wyspami, co nad surowcami
jakie znajdowały się wokół nich.
Przebieg.
Po 1969 r. na arenie
chińsko-japońskiej można było zaobserwować konkretne działania, które miały na
celu włączenie wysp w granice jednego z państw. Zdaniem strony japońskiej to
właśnie wówczas nasilił się konflikt o sporne wyspy. We wrześniu 1970 r.
dziennikarze z Tajwanu umieścili na wyspach flagę Republiki Chińskiej. Spotkało
się to z wyraźnym sprzeciwem ze strony Japonii, której okręty zaczęły usuwać
chińskich rybaków z obszaru spornego terytorium. Do złagodzenia sytuacji doszło
dopiero w 1978 r., czyli podpisania chińsko-japońskiego Traktatu o Pokoju i
Przyjaźni. Chinom zależało bowiem na pozyskaniu japońskich inwestycji i
technologii. W efekcie spór nie został jednak ostatecznie rozwiązany i już w
lutym 1992 r. Chiny uchwaliły ustawę o morskich strefach terytorialnych, w
której znalazła się wzmianka, że wyspy Senkaku/Diaoyutai należą do nich.
Spotkało się to z protestem Japonii. W roku 1993 ambasada japońska złożyła
oficjalny protest w Pekinie, którego powodem było ostrzelanie przez chińską
marynarkę japońskich statków, które prowadziły badania sejsmologiczne w tamtym
rejonie. Sytuację zaogniła jeszcze bardziej sprawa z 1996 r. kiedy to Japońska
Federacja Młodzieżowa zbudowała na jednej z wysp latarnię morską, co z kolei
nie spodobało się Chinom.
Przez
dekadę obie strony nie przykładały znaczenia dla sporu o wyspy. Jednak
problemem pozostawały rosnące ambicje Chin, naturalnie związane z rosnącym
potencjałem z jednej strony, z drugiej zaś chęć zapobiegania dominacji Państwa
Środka przez Japonię. Punkt kulminacyjny konfliktu nastąpił w 2004 r. kiedy
japońska straż przybrzeżna dokonała czasowego aresztowania chińskich
aktywistów, którzy przedostali się na wyspy i tam wbili chińską flagę. W 2009
r. w Japonii władzę przejęła Partia Demokratyczna na czele z Hatoyamą Yukio,
który deklarował w swej polityce chęć uczynienia z Morza Wschodniochińskiego „morza
przyjaźni”. Następnie, w 2010 r. premierem został Naoto Kan. Nie cieszył się on
jednak poparciem, ale za jego rządów doszło do incydentu, w którym okręt
patrolowy japońskiej straży przybrzeżnej zderzył się z chińskim kutrem rybackim
w okolicy wysp Senkaku/Diaoyutai. Kapitan został aresztowany i spotkało się to
z protestem w Pekinie. Kryzys pogłębił się jeszcze bardziej, kiedy 24września
2010 r. premier Wen Jiabao odmówił spotkania z Naoto Kanem, co stanowiło
pierwszy przypadek zawieszenia chińsko-japońskich rozmów na szczycie od 2005 r.
Spór pomiędzy Chinami i Japonią zaognił się jeszcze bardziej w skutek
wystąpienia gubernatora Tokio Ishiharo Shintary, który ogłosił zamiar
wykupienia trzech spośród pięciu spornych wysp. W 1900 r. wyspy zasiedlił Koga Tatsushirō, który utworzył
tam, wraz z 200 pracownikami, przetwórnię bonito. Biznes padł jednak w 1940 r.
i Tatsushirō postanowił opuścić wyspy. W trzydzieści lat później Zenji Koga, jego
syn, postanowił sprzedać wyspy bogatej i wpływowej rodzinie Kurihara i tak
stały się prywatną własnością jednej z japońskich rodzin.
W
Chinach doszło natomiast do wybuchu licznych protestów antyjapońskich.
Japońskie samochody, restauracje obrzucano kamieniami, a nawet podpalano.
Japońskie firmy tj. Toyota, Canon funkcjonujące w Chinach musiały zawiesić
swoją działalność w obawie o bezpieczeństwo swoich pracowników. Należy
wspomnieć także, że drastycznie spadł ruch turystyczny, który był jednym ze
źródeł dochodów. 10 września 2012 r. rząd Japonii po raz kolejny wywołał
poważny spór z ChRL poprzez ogłoszenie, że zakupi wyspy Senkaku/Diaoyutai od
prywatnych właścicieli. Chińskie MSZ w odpowiedzi złożyło ostry protest na ręce
Uichiro Niwy - japońskiego ambasadora w Pekinie. Również w tym samym roku
władze ChRL odwołały ceremonię upamiętniającą 40-lecie nawiązania stosunków
dyplomatycznych z Japonią, a także miał miejsce incydent z chińskim rządowym
samolotem. Sytuacja tak jak wcześniej tak i w roku 2013 zdaje się być niejasna
i trudna do rozwiązania. 5 stycznia doszło bowiem do zatrzymania przez
japońskie siły powietrze chińskiego samolotu patrolowego, a także sprzeciwu MSZ
ChRL wobec słów sekretarz stanu USA Hillary Clinton, która stwierdziła, że USA
sprzeciwiają się krokom podważającym japońską administrację nad spornymi
wyspami.
Reakcja międzynarodowa. Omawiając spór o wyspy Senkuku/Diaoyutai należy zwrócić także uwagę na
wymiar międzynarodowy. Obecnie w relacjach amerykańsko-chińskich trwa status quo. Chiny potrzebują bowiem USA
jako rynku eksportowego, a USA potrzebuje chińskiego kapitału i starają się
utworzyć rynek chiński. Władze w Pekinie natomiast zdają sobie także sprawę z
faktu, że na eskalacji konfliktu tudzież poparciu Japonii USA mogłyby wiele
stracić w kontaktach z Chinami, a tego nie chcą. Chiny są bowiem kluczowym
graczem na arenie międzynarodowej. Japonia jest natomiast istotnym sojusznikiem
w rejonie Azji i Pacyfiku, o czym może świadczyć przyjęcie w 2009 r. premiera
Japonii w Białym Domu jako pierwszego zagranicznego przywódcę. USA wolałyby się
z tych względów nie angażować w spór, ale nie chcą też pozwolić na jego
zaognienie.
Unia
Europejska mogłaby natomiast wykorzystać „soft power” i
względnie pozytywne zdanie o niej wśród Chińczyków, pomimo pewnych drażniących
kwestii, mianowicie praw człowieka. Miałoby to wyglądać tak jak w przypadku
Francji i Niemiec, czyli promocji wzorca koncyliacyjnego. Jednakże jakakolwiek
interwencja Unii Europejskiej jest mało prawdopodobna, tym bardziej, że nie ma
ona w konflikcie swoich istotnych interesów, a także priorytetem dla niej są
państwa członkowskie i ich problemy. W związku z tym Unia woli nie angażować
się w tego typu konflikty i zachować dystans. Z
kolei w rosyjskiej polityce zagranicznej zaobserwować można wzrastającą wagę
Azji Wschodniej. Podkreślić należy, że pomimo porozumienia z 2010 t.
dotyczącego wzajemnego wspierania się w sporach terytorialnych z Japonią,
państwo rosyjskie poprawiło swe relacje z Japonią i nie chce dopuścić do
hegemonii Chin w regionie i chce zachować w sporze neutralność.
Wnioski
- Prowadzony konflikt o Senkaku/Diaoyutai nie może być rozwiązany przez międzynarodowe instytucje np. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości gdyż ani Japonia ani Chiny do tej pory nie sprecyzowały czego dokładnie oczekują .
- W ostatniej dekadzie z uwagi na równoważące się potencjały Japonii jak i Chin (gospodarka Chin stała się drugą, wyprzedzając japońską) nie należy się spodziewać koncyliacyjnego ruchu jednej ze stron.
- Z uwagi na zaangażowanie gospodarcze Japonii w Chinach, władze w Tokio nie są zainteresowane eskalacją konfliktu, gdyż utrudni to gospodarczą współpracę. Chińczycy w lutym 2012 roku zainwestowali 651 mld jenów, czyli około 8 mld dolarów w japoński rynek obligacji krótkoterminowych. To rekord w dotychczasowej historii zakupów japońskich papierów dłużnych.
- W wyniku toczonego sporu drastycznie spadł wzajemny ruch turystyczny i odnotowano duże straty japońskich firm w Chinach. Sprzedaż japońskich samochodów w Chinach od września 2012 r. spadła o ponad 36 proc., sześciu głównych producentów japońskich odnotowało straty. Japońskie Ministerstwo Przemysłu przeprowadziło ankietę, którą przeprowadzono wśród 10 tys. japońskich przedsiębiorstw działających w Chinach i wynika z niej, że ponad 30 proc. z nich od września ubiegłego roku poniosło straty. Co istotne aż 16 proc. było gotowe na wycofanie się z Chin lub też znaczne ograniczenie działalności.
- Możliwa jest koncyliacyjna rola USA w konflikcie o wyspy Senkaku/Diaoyutai. Istotnym jest tu inicjatywa Trans-Pacific Partnership (TPP), która mogłaby stanowić natomiast pewnego rodzaju nacisk na Japonię, by ta zrezygnowała z niektórych swoich planów względem Chin oraz innych aktorów w Azji.
- Chiny są świadome, że w razie eskalacji konfliktu Waszyngton, z uwagi na uzależnienie gospodarcze od Państwa Środka, mając wiele do stracenia nie podejmie akcji militarnej a wręcz przeciwnie będzie próbował wpływać na pokojowe rozwiązanie sporu.
Opracował zespół: Daria Wojciechowska, Anna Wojda, Wang Yawen, Zachariasz Popiołek, Jakub Szewczyk (III rok studia licencjackie)
