Translate

środa, 29 maja 2013

Jakie są szanse na współpracę z reżimem koreańskim?



W obliczu rosnącego zagrożenia ze strony KRLD i braku przewidywalności należy wskazać elementy mogące mimo wszystko przyczynić się do polepszenia relacji z Pjongjangiem. Próby nuklearne wyglądają groźnie i destabilizują możliwości współpracy z całym Półwyspem Koreańskim. Jak zatem wyglądają stosunki Korei Ludowej z państwami UE i czy Polska może odegrać tu jakąkolwiek rolę?
W latach 50. XX  wieku…
Nawiązanie kontaktów dyplomatycznych między Polską a Koreańską Republiką Ludowo Demokratyczną nastąpiło w kwietniu 1950 r., a do wymiany ambasadorów doszło w 1953 r. Do zacieśnienia kontaktów doszło w związku ze wzrostem zainteresowania Koreą wśród społeczeństwa polskiego. Polacy popierali walki przeciwko wojskom południowokoreańskim oraz amerykańskim podczas wojny koreańskiej.

W roku 1953 Polska weszła w skład komisji nadzorującej rozbrojenie Półwyspu Koreańskiego, gdzie zajmowała się analizowaniem sytuacji w KRLD i na całym półwyspie, ale jej rola była głównie ukierunkowana na zjawiska oraz incydenty w strefie zdemilitaryzowanej. Po ogłoszeniu rozejmu w wojnie koreańskiej, rząd PRL podjął uchwałę w sprawie pomocy gospodarczej dla KRLD. W 1955 r. zbudowany został szpital ortopedyczny w miejscowości Hahnung, który do dnia dzisiejszego jest najlepszym ośrodkiem leczenia ortopedycznego w Korei Północnej.

Polska skierowała do KRLD wielu specjalistów z różnych dziedzin, którzy swoją wiedzę przekazywali Koreańczykom. W Pjongjangu, m. in. przy pomocy polskich specjalistów został odbudowany zakład remontowy parowozów i zakład remontowy wagonów. Polscy eksperci uczestniczyli również w mechanizacji trzech kopalń węgla kamiennego na terenie Korei Północnej. Wzięli także udział w budowie kopalni Andżu; największym zagłębiu węglowym na terenie całego półwyspu. PRL wspierała również wymianę studencką między państwami. Na początku lat 50. w Polsce uczyło się ponad 500 studentów północnokoreańskich, obierali oni głównie kierunki techniczne. W roku akademickim 1955-56, w Polsce studiowało 575 obcokrajowców, z czego 367 z Korei Północnej. Liczba studentów maleje jednak z roku na rok, co można argumentować brakiem zaufania ze strony władz KRL-D odnośnie kształcenia ideologicznego w Polsce.
Relacje Unia Europejska-Korea Północna
W relacjach UE z obu państwami Półwyspu Koreańskiego można dostrzec kilka głównych i priorytetowych kwestii. Należą do nich m.in. proces reintegracji i unifikacji obu Korei czy zastępowanie elektrowni jądrowych w KRLD elektrowniami konwencjonalnymi. Poza tym, wspólnota udziela Korei Północnej pomocy humanitarnej w postaci dostaw żywności, lekarstw, materiałów szkolnych itp. Działania UE zmierzają także do stopniowego otwierania wspólnego rynku europejskiego na towary importowane z KRLD, jak również w kierunku uruchomienia programów mających na celu uzdrowienie sektora energetycznego i rozwoju terenów wiejskich w Korei Północnej.

Po podziale Półwyspu Koreańskiego wzdłuż 38 równoleżnika, Korea Północna była wspierana pomocą finansową przez państwa bloku socjalistycznego, m.in. ówczesną Czechosłowację, Węgry oraz Polskę Ludową. Wymienione powyżej trzy państwa Europy Środkowo-Wschodniej oraz Niemcy Wschodnie (ówczesna NRD) odbudowały całkowicie zniszczone po Wojnie Koreańskiej miasto Hamhung, stolicę południowego Hamgyong oraz tamtejszy ośrodek przemysłu chemicznego i kilka innych podobnych projektów. Biorąc pod uwagę fakt, że UE od 2004 roku poszerzyła się o kolejnych 12 państw (w znacznej mierze dawnego bloku wschodniego), pomoc udzielona Koreańczykom z Północy uznawana jest za pomoc unijną. W grudniu 1998 roku z pierwszą oficjalną wizytą w Pjongjangu gościła delegacja Parlamentu Europejskiego. Celem tej wizyty była próba oszacowania sytuacji żywieniowej i energetycznej KRLD. W powstałej po tej wizycie parlamentarnej rezolucji z 23 marca 1999 roku, strona europejska wzywała do ustanowienia stosunków dyplomatycznych, dialogu na temat praw człowieka i wsparcia przy programie pomocy żywnościowej dla głodujących i niedożywionych mieszkańców Korei Północnej. W kwietniu 1999 roku z rewizytą do Parlamentu Europejskiego przybył wiceminister spraw zagranicznych Korei Północnej. Po symbolicznym spotkaniu przywódców obu państw koreańskich, do jakiego doszło w czerwcu 2000 roku w Pjongjangu, także wśród europejskich deputowanych pojawiły się nadzieje na sukces polityki odprężenia na Półwyspie Koreańskim i w całym regionie. W dniach 2-4 maja 2001 roku z wizytą w Pjongjangu gościli m.in. ówczesny premier Szwecji Göran Persson, ówczesny unijny szef dyplomacji Javier Solana oraz ówczesny komisarz ds. stosunków zewnętrznych UE - Chris Patten. Rezultatem tej wizyty było oficjalne nawiązanie stosunków dyplomatycznych pomiędzy Koreą Północną a Unią Europejską 14 maja 2001 roku. Efektem spotkania było porozumienie, na mocy którego, przedstawiciel dyplomacji europejskiej w Korei Południowej stawał się jednocześnie reprezentantem UE w KRLD. W zamian, UE uznała Ambasadora Korei Północnej w Berlinie za akredytowanego także w Brukseli. Relacje uległy pogorszeniu w październiku 2002 roku, po doniesieniach nt. programu atomowego KRLD. 10 stycznia 2003 roku, Korea Północna po raz drugi wystąpiła z Układu o Nieproliferacji Broni Jądrowej, a dwa lata później, w lutym 2005 roku ogłosiła się państwem atomowym. W sytuacji ustawicznego pogarszania się relacji na linii UE-KRLD, we wrześniu 2004 roku w Parlamencie Europejskim została utworzona specjalna Komisja ds. kontaktów z państwami Półwyspu Koreańskiego. Jej przedstawiciele goszczą w obu Koreach, gdzie omawiają wiele istotnych dla relacji europejsko-koreańskich problemów.
Jak gospodarują w Korei ludowej?
5 września 1998 r. Najwyższe Zgromadzenie Ludowe KRLD uchwaliło nową Konstytucję, w której cały drugi rozdział dotyczy zagadnień ekonomicznych. Art. 33 zapowiedział wprowadzenie systemu rozrachunku kosztów w zarządzaniu gospodarką i wykorzystanie takich mechanizmów jak koszty podstawowe, cena i zysk. Art. 37 sankcjonował tworzenie joint ventures z partnerami zagranicznymi, w specjalnych strefach ekonomicznych.  Nowelizacja konstytucji wprowadzała także nowe pojęcia jak własność prywatna, bodźce materialne, a także uelastyczniła pojęcie własności, dopuszczając własność grupową. Uchwalono także trzy podstawowe akty prawne, odnoszące się do współpracy gospodarczej z zagranicą: Ustawę o przedsiębiorstwach zagranicznych, ustawę o wspólnych przedsięwzięciach kontraktowych i ustawę o majątku zagranicznym, a ponadto w latach 1992-2000: 47 szczegółowych zbiorów praw dotyczących opodatkowania przedsiębiorstw zagranicznych, kontroli przepływu zagranicznych środków płatniczych, roli obcych banków, dzierżawy gruntów, przepisów celnych etc. Przyjęte regulacje godziły w samowystarczalność ekonomiczną Korei Północnej. Według ustawy zasadniczej środki produkcji są własnością państwa i społecznych organizacji spółdzielczych. Własność Skarbu Państwa, w skład której wchodzą wszystkie zasoby naturalne kraju, koleje, transport lotniczy, usługi, zakłady komunikacyjne, jak również fabryki, przedsiębiorstwa, porty i banki także należą do całego narodu. Głównym celem jest uzyskanie wysoko rozwiniętej gospodarki narodowej, w oparciu o rewolucję techniczną. Państwo opracowuje i wdraża szczegółowe plany rozwoju gospodarki narodowej, zgodne z przepisami prawa socjalistycznego, tak aby utrzymać prawidłowe saldo akumulacji i konsumpcji, a także zapewnić wzrost dobrobytu ludności. W związku z planami KRL-D sporządza  budżet państwa i nadzoruje jego wykonanie. Jednak w celu pozyskania zagranicznego kapitału Północ zachęca do inwestowania w specjalnych strefach ekonomicznych, przy jednoczesnej realizacji polityki taryfowej, aby ochronić gospodarkę narodową.

Stan gospodarki północnokoreańskiej dzieli się na dwa wyraźne okresy: dwudziestolecie szybkiego wzrostu i industrializacji oraz ponad trzydzieści lat malejącego tempa rozwoju, a następnie stagnacji i regresu. Do połowy lat 60. KRLD odnotowywała wzrost rozwoju gospodarczego, zaliczany do najwyższego w dziejach świata, ponad 20% rocznie. Na początku lat 80. gospodarka zaczęła wykazywać symptomy dysfunkcjalności systemu planowanego i banki zachodnie formalnie ogłosiły niewypłacalność państwa. W latach 90. stagnacja zaczęła przeradzać się w kryzys. Sojusznicy, ZSRR i ChRL, przestali udzielać państwu pomocy i zażądały, aby w rozliczeniach handlowych przejść na waluty wymienialne. Upadek reżimów komunistycznych w Europie Wschodniej oraz rozpad Związku Radzieckiego, były głównymi przyczynami załamania się gospodarki północnokoreańskiej. W 1991 r. 40% importu KRLD pochodziło z ZSRR, a w 1993 r. było to zaledwie 10%. Zadłużenie Korei Północnej wobec ZSRR szacowano na 3,8 mld USD, całość zadłużenia natomiast na 11,9 mld USD, co stanowiło ponad połowę PKB.

Gwałtowny spadek zbiorów, a także seria klęsk żywiołowych, doprowadziła do największej klęski głodu w Korei Północnej. W 1995 r. PKB zmalał do 15,7 mld USD, a w 2000 poziom zadłużenia osiągnął aż 95% wartości ówczesnego PKB. Handel zagraniczny KRLD w latach 90. wytwarzał zaledwie 12% PKB, co i tak stanowiło naruszenie konstytucji, która w duchu idei dżucze stanowi, że jego wartość nie może przekraczać 10% PKB.

Największy wpływ na załamanie gospodarki Korei Północnej mają niedobory energii, które paraliżują produkcję i znacznie utrudniają rozwój. Najwyższy poziom produkcji energii elektrycznej odnotowano w 1989 r., wynosił on wówczas 30 mld kWh, 60% pochodziło z elektrowni wodnych, a 40% z termicznych. Było to zaledwie 40% poziomu produkcji energii z 1990 r. Straty przesyłowe wynikające z przestarzałych instalacji sięgały aż 30%. Od 1990 r. dostawy malały średnio o 3,5%, przy czym aż 72% zaopatrzenia pokrywał węgiel kamienny, a tylko 7% ropa naftowa. W latach 1990-2004 zużycie energii elektrycznej zmalało w KRL-D o 44%.  Produkcja energii w 2002 r. wynosiła 7300 MW, tj. ok. 20% mocy produkcyjnej w Korei Południowej.

Mimo bogatych złóż węgla brunatnego (szacowane na 3 mld ton) i antracytu (11,74 mld ton) i możliwości wykorzystania zasobów jako surowca, budowa elektrowni węglowych nie odzwierciedla realnych potrzeb. Obecnie funkcjonuje 30 dużych kopalń węgla brunatnego i 70 kopalń antracytu, a także ok. 500 małych i średnich kopalń, zaspokajających wyłącznie potrzeby lokalne. Systematycznie odnotowuje się znaczny spadek wydobycia, ze względu na stosowanie przestarzałych technologii i wyeksploatowania wyposażenia. W 1989 r. wydobycie węgla wynosiło 43 mln ton, a 1998 r. zaledwie 18,6 mln ton.  Terytorium Korei Północnej obfituje w zasoby drewna; złoża minerałów (rudy żelaza, grafitu, złota, srebra, ołowiu, cynku, miedzi, tungstenu, molibdenu, fluorytu), ale kierownictwa kopalń przywłaszczają sobie znaczną część rocznego wydobycia. Spośród 360 minerałów zasoby 200 kwalifikują się do opłacalnej eksploatacji.
Wymiana handlowa między członkami UE a Koreą Północną
W 1966 r. została podpisana umowa o powołaniu Polsko-Koreańskiego Towarzystwa Maklerów Okrętowych i została założona Polsko Koreańska Spółka Chopol która zajmowała się Morską Logistyką. Celem działalności towarzystwa była eksploatacja dzierżawionych statków i przewożenie nimi towarów handlu zagranicznego KRL-D. Towarzystwo dysponowało dwoma statkami. Na statkach pływała mieszana załoga Polsko-Koreańska. Spółka m. in. miała transportować koks i magnezyt pochodzący z KRL-D. Oficjalnie statki Chopolu przewożą węgiel i rudę żelaza pomiędzy Chinami a Koreą Północną – rok 2012 blisko 109 tys. ton. Rok 2010 armator zakończył stratą 658 tys. dol., a w 2011 r. był tylko na minimalnym plusie – 6,7 tys. dol. Po zakupie nowego statku, w 2012 r., Chopol zarobił 80 tys. dol. Władze spółki planują zakup trzeciego statku o nośności 4500-5000 ton.
Według szacunkowych danych z okresu lat 1995-1998 na temat wymiany handlowej pomiędzy Koreą Północną a krajami Europy środkowej, 80% przypadało na Polskę.
Aktualnie wymiana handlowa kształtuje się na poziomie kilku milionów dolarów rocznie. KRL-D jest jedynym krajem poza Afganistanem, gdzie bilans handlowy Polski nie jest ujemny. Wymiana handlowa dotyczy przede wszystkim alkoholu północnokoreańskiego w oraz surowców. Polska w zamian sprzedaje maszyny.

Unia Europejska podejmuje starania w celu utrzymania stabilności i bezpieczeństwa całego regionu. Priorytetem stało się zapobieganie rozprzestrzenianiu się broni masowej zagłady, systemów i technologii wojskowych do krajów takich, jak np. Pakistan, Iran, Syria, Libia, Egipt, Jemen czy Zjednoczone Emiraty Arabskie. W interesie UE leży także, by w regionie Azji Północno-Wschodniej nie rozpoczął się wyścig zbrojeń. Każdy konflikt czy kryzys militarny byłby politycznie, społecznie i ekonomicznie bardzo kosztowny. Pociągałby bowiem za sobą ogromne zawirowania gospodarki światowej, a co ważniejsze w punktu widzenia UE, mógłby w poważnym stopniu zagrozić gospodarce europejskiej, dla której region ten stanowi jeden z najważniejszych rynków zbytu. UE, choć mało się na ten temat mówi, liczy na wielomiliardowe kontrakty i zyski wynikające z inwestycji w zjednoczonej Korei. W opinii wielu specjalistów, kwestia zjednoczenia Korei jest jedynie kwestią czasu, a urzeczywistnienie tej idei może okazać się równie niespodziewane, jak zjednoczenie Niemiec. W przypadku realizacji scenariusza unifikacyjnego obu Korei przed krajami regionu, ale także i przed krajami Unii Europejskiej otworzyłby się ogromny rynek zbytu, a inwestycje w podupadłą infrastrukturę części północnej Korei stanowiłyby mocny impuls dla europejskiej gospodarki.

Niektóre państwa członkowskie podjęły ryzyko i zainwestowały w KRLD. W 1990 r. zainicjowano, nakładem 530 mln USD, powstanie Koreańskiego Ośrodka Komputerowego, a jego szefem został najstarszy syn Kim Dzong-Ila- Kim Dzong-Nam. W 2003 r. filię KCC  założył w Berlinie niemiecki biznesman, który kosztem 700 tys. euro stworzył też Internet w stolicy kraju, Pjongjangu. Ponadto niemiecki zleceniodawca Nosotek oferuje pomoc w uzyskaniu północnokoreańskiego oprogramowania dla zachodnich firm, specjalizujących się w graficznej kreacji gier telefonicznych.
Francuska firma Lafarge (LG) jest właścicielem 30% cementowni, która zatrudnia 3000 pracowników. Szwedzka grupy Jeans Noko natomiast produkuje na północy.
           
Unia Europejska jest ważnym partnerem handlowym dla Korei Północnej. Całkowita wymiana towarowa plasuje UE na drugim miejscu, z wartością 1 050 mld euro, co stanowi 2,7 %. Prym wiodą Chiny. Wymiana handlowa między ChRL i KRL-D wynosi 4 102 mld euro i stanowi ponad 74 %. Według danych z 2011 r. import z krajów wspólnoty wyniósł 44 mln euro, co stanowi 1,4 % ogółu i plasuje UE na siódmym miejscu ( pierwsza lokata: Chiny- 2 495 mld euro, 77.3%). Dane na temat eksportu kształtują się następująco: Unia zajmuje trzecie miejsce, wymiana stanowi 4,6 % -1 006 mld euro.

Unia importuje z Północy głównie artykuły przemysłowe (41,7%- 10 mln euro), towary przemysłowe sklasyfikowane głównie według materiału (18,9%- 4 mln euro), maszyny i urządzenia transportowe (16%- 4 mln euro), surowce niejadalne z wyjątkiem paliw (10,9%- 3 mln euro), chemikalia i produkty powiązane (7,3%- 2 mln euro), paliwa mineralne oraz smary i powiązane produkty (3,6%- 1 mln euro). Całkowita wartość wynosi 24 mln euro. Import ubrań i wyrobów tekstylnych w 2012 r. wyniósł 10 mln euro (41,8%).

Wspólnota eksportuje do KRL-D przede wszystkim maszyny i urządzenia transportowe (21.8%- 13 mln euro), towary przemysłowe sklasyfikowane głównie według materiału (22,8%- 10 mln euro), chemikalia i produkty powiązane (17,2%- 8 mln euro), różne artykuły przemysłowe (11,3%- 5 mln euro), jedzenie i żywe zwierzęta (10,3%- 5 mln euro), surowce niejadalne z wyjątkiem paliw (5,4%- 2 mln euro), towary i transakcje (2,6%- 1 mln euro), napoje i wyroby tytoniowe (1,8%- 1 mln euro).

W ramach rozwoju gospodarczego utworzono specjalne strefy ekonomiczne (Sinyidzu, Tumangang, Nadzin-Sonbong, Kaesong), mające zachęcić inwestorów zagranicznych, jednak okazały się one niewydolne, a KRL-D nie wykazywała zainteresowania pozyskaniem zewnętrznego kapitału. W kraju istnieją spółki joint venture (205 Chiny, 15 Japonia, 10 Korea Południowa, 7 Włochy, 7 Wielka Brytania).

KRL-D eksportuje do Europy produkty wytworzone w kompleksie fabrycznym w północnokoreańskim Kaesong (Kaesong Industrial Complex). Determinantem współpracy jest zapewnienie odpowiednich warunków pracy dla osób zatrudnionych w kompleksie oraz pewność, że uwzględnienie tych towarów nie spowoduje obniżenia standardów społecznych w innych regionach. Wolny dostęp do rynku europejskiego, towarów wyprodukowanych w KRL-D mógłby pozytywnie wpłynąć na wzajemne relacje obu państw koreańskich. Pomysł ten zdaje się także rozumieć i wspierać UE. W chwili obecnej, na towarach importowanych z KRL-D widnieje metkowy zapis „made in Korea”, bez dokładnego wskazania, o którą Koreę chodzi. Ma to swoje uzasadnienie także w obawie o bojkot towarów wyprodukowanych w Korei Północnej.

Łączna wartość inwestycji zagranicznych w KRL-D, według danych Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju, osiągnęła w 2010 r. 1475000000 dolarów, w porównaniu z 1437000000 dolarów w roku 2009. Kim Dzong Il twierdził, że „jego pracownicy są w 60% tak produktywni jak obywatele Korei Południowej, ale on płaci im tylko 160 dolarów miesięcznie”. To jedna piąta płacy minimalnej w Republice Korei.
Pomoc humanitarna
UE udziela KRL-D pomocy w postaci dostaw żywności, poprzez wsparcie techniczne (m.in. narzędzia rolnicze) i pomoc humanitarną. W latach 1995-2002 wartość udzielonej Korei Północnej pomocy wyniosła równowartość 424 milionów Euro , a wg nowszych danych, w latach 1995-2006 przekroczyła 450 milionów Euro. Wsparcie dociera do Korei poprzez biuro ds. pomocy humanitarnej (European Commisions Humanitarian Aid Office). Choć pomoc humanitarna ze strony UE udzielana jest Korei Północnej od dłuższego czasu, dopiero w czerwcu 2001 roku doszło do dialogu pomiędzy KRL-D a Komisją Europejską w kwestii przestrzegania praw człowieka przez władze północnokoreańskie. Po spotkaniu w Brukseli z przedstawicielem Komisji Europejskiej, minister spraw zagranicznych KRL-D uznał wprawdzie problem praw człowieka za istotny, lecz przekonywał także, że Pjongjang ma swoje własne standardy w tej kwestii, a priorytet stanowi jedynie prawo do istnienia, do rozwoju oraz do równości . Druga runda rozmów odbyła się rok później, w czerwcu 2002 r. i dotyczyła niemożności dostępu przez sprawozdawców ONZ oraz organizacji pozarządowych do oficjalnych danych i statystyk związanych z prawami człowieka. W 2003 r. do rozmów już nie doszło, ponieważ KRL-D zawiesiła dialog. Wiosną 2006 roku organizacja Human Rights Without Frontiers we współpracy z Freedom House zorganizowały w Parlamencie Europejskim w Brukseli dwudniową konferencję na temat praw człowieka w Korei Północnej. Gospodarzem spotkania został wiceprzewodniczący parlamentarnej delegacji ds. stosunków z Półwyspem Koreańskim Istvan Szent-Ivanly. W jej rezultacie PE wystosował dwie rezolucje z 15 czerwca i 7 września, w których zwracał uwagę m.in. na dramatyczną sytuację uchodźców północnokoreańskich w Tajlandii.

Pomoc europejska to także aktywne wsparcie procesów rozwoju społecznego, wskazówki dotyczące dobrego zarządzania, informacje dotyczące źródeł naturalnych, migracji itp. Bezpośrednia pomoc to przekazywanie gotowych produktów, takich jak np. nawozy sztuczne, narzędzie rolnicze. Pośrednie wsparcie stanowią programy edukacyjne w terenie, dzięki którym mieszkańcom Północy przekazywane są informacje na temat zjawiska erozji gleb, przyczyn gołoborza, usuwania szkodników upraw oraz na temat technik upraw na ziemiach pochyłych. W połowie sierpnia 2007 roku Koreę Północna dotknęły najsilniejsze od 40 lat opady deszczu. W ich następstwie w sześciu prowincjach KRL-D doszło do powodzi, obsunięć mas ziemi oraz lawin błotnych. Spowodowały one ogromne zniszczenia i straty. Poszkodowanych zostało ponad 500 tysięcy osób. Pojawiło się zagrożenie epidemiologiczne na znaczną skalę w związku z brakami dostaw czystej wody. Z pomocą interweniowała Komisja Europejska, która udzieliła wsparcia w postaci leków, wody pitnej i artykułów żywnościowych o łącznej wartości 2 milionów Euro. W maju 2008 roku siedziba ECHO w KRL-D została zamknięta w związku z trudnymi warunkami działania, m.in. brakiem paliwa i możliwości poruszania się po kraju przez członków ECHO. Komisja Europejska nie uznała sytuacji za krytyczną i zapewniła, że organizacja wznowi swoją działalność w Korei Północnej, gdy tylko sytuacja w kraju ulegnie poprawie.
Jak Unia może kształtować relacje z KRL-D?
UE powinna utrzymać swoją dotychczasową aktywność w zakresie pomocy humanitarnej, a także wspierać ekonomiczną stabilność Korei Północnej, przy czym jest to tożsame z utrzymywaniem dotychczasowego reżimu i ustroju. Uzasadnieniem dla utrzymywania gospodarki północnokoreańskiej przed całkowitym upadkiem jest ryzyko niekontrolowanego upadku reżimu w Pjongjangu i następstw tego wydarzenia.  Rozpad państwa mógłby nieść ze sobą ryzyko całkowitej utraty kontroli nad potencjałem atomowym KRL-D i spowodować zagrożenie dostania się tej broni w ręce siatki terrorystycznej bądź któregoś z generałów północnokoreańskich. Innym problemem wynikającym ze scenariusza upadku reżimu, byłaby ogromna fala uchodźców, która mogłaby zagrozić gospodarkom regionalnym, a w konsekwencji także młodej demokracji południowokoreańskiej. Elity rządzące Koreą Północną mimo wszystko są dość przewidywalne. Działania reżimu stają się coraz bardziej czytelne i mają na celu uzyskanie jak największych korzyści i gwarancji dla rządzących. 

Stanowisko UE wobec reżimu powinno w dalszym ciągu opierać się na zachęcaniu do dialogu z Koreą Południową, nacisku na przestrzeganie praw człowieka, do podęcia rozmów nt. rozbrojenia potencjału nuklearnego, a także likwidacji broni chemicznej i biologicznej, w której posiadaniu jest Pjongjang. Istotnym jest, by produkty wytworzone w Korei Północnej uzyskały szerszy dostęp do rynku europejskiego. Ponadto wsparcie finansowe inwestycji infrastrukturalnych, budowy obiektów do pozyskiwania energii ze źródeł naturalnych (wiatr, woda, źródła termiczne) stanowią dobre fundamenty do nawiązania intensywnej wymiany handlowej. Wyzwaniem dla wspólnoty jest kontrola arsenału jądrowego KRL-D i zapewnienie bezpieczeństwa społeczności międzynarodowej.

Inwestycje w Korei Północnej wiążą się dużym ryzykiem i możliwą eskalacją konfliktu, jednak reżim cechuje się dużą stabilnością i wyklucza się jego rychły upadek. Podjęte reformy mogą prowadzić do otwarcia podobnego jak w Chinach, czy u południowego sąsiada, co znalazło odzwierciedlenie w liberalizacji prawa, w celu pozyskania Zachodniego kapitału. Warto więc rozważać podjęcie przyszłych inwestycji, które mogą przynieść zysk.
Polska w wielu przypadkach za późno zdawała sobie sprawę z potencjału, jakim dysponują państwa, w których inwestowanie powszechnie uznawane było za nierentowne i decydowała się na podjęcie działań, w momencie gdy inne kraje zaczęły już eksploatować surowce i dostarczać potrzebnych dóbr.

Wnioski

  1. Korea Północna dalej jest niestabilnym terenem, który nie gwarantuje bezpieczeństwa potencjalnym inwestorom, co miało odzwierciedlenie w zamknięciu wszystkich rachunków Bank of China i wstrzymaniu transakcji, w związku z podjętymi próbami jądrowymi. 
  2. Śmierć Kim Dzong Ila wiązała się z nadzieją na westernizację polityki reżimu, jednak obecnie skupia się na agresywnej retoryce w stosunku do południowych sąsiadów. Tak samo jak w przypadku ojca, budowanie pozycji w oczach armii, może być dla Una pracą niezwykle trudną, a co za tym idzie możliwy jest konflikt wewnętrzny na najwyższych szczeblach Korei Północnej.   
  3. Ze względu na braki zaopatrzeniowe, techniczne, produkcyjne, surowcowe itp. Korea Północna będzie stanowić chłonny rynek i w związku z dobrymi relacjami w czasach PRL, które wpływają na obraz Polski w KRL-D, można liczyć na aktywną wymianę handlową (głównie eksport). 
  4. Polska powinna korzystać z doświadczeń krajów, które zainwestowały w Korei Północnej i zainicjować współpracę na forum UE w celu aktywizacji polityki zagranicznej wspólnoty, a także podjąć kroki w kierunku wzmożonej wymiany handlowej. 

-----------
Mat. opracował zespół  Sandra Marciniak, Beata Podkowa, Olga Kawczyńska, Maciej Kociołek, Artur Marcinkowski, Wiktor Pleczyński (III rok, studia pierwszego stopnia).

piątek, 26 kwietnia 2013

Konflikt o wyspy Spratly i Paracele



Co jakiś czas, na zmianę z sytuacją na sytuacją na Półwyspie Koreańskim, przedstawiane są toczące się spory na Morzu Południowo-chińskim o archipelagi Spratly i Paracele. Są one od lat obszarem zainteresowania państw regionu. Roszczenia co do przynależności wysp wysuwane przez zaangażowane kraje mają charakter geograficzny oraz historyczny. Niewątpliwie przysparza to opinii globalnej wielu
trudności przy identyfikacji konkretnych miejsc, które bardzo często posiadają różne nazwy w językach chińskim, francuskim, angielskim, wietnamskim czy filipińskim. Stwarza to także problemy podczas prób usystematyzowania geograficznego wysp, w skład których wchodzą bardzo często rafy koralowe, zespoły skalne czy mielizny, które z  punktu widzenia prawa międzynarodowego bardzo ciężko przyporządkować.

Krótka historia sporu
Historia przynależności wysp nie jest jednoznaczna. Każde z państw roszczących sobie prawo do obecności na terytorium wysp wysuwa inną argumentacje, bardzo często sprzeczną i kontrastującą z dowodami prezentowanymi przez konkurentów. Pierwsze wzmianki dotyczące Paraceli  i Spratly wg historiografii europejskiej datowane są na lata 1530 i 1537 kiedy łodzie portugalskich ekspedycji pod kierownictwem Alvareza de Diegoz oraz Fernao Mendesa Pinto dotarły w okolice dzisiejszej Zatoki Tonkińskiej.

Według źródeł chińskich, dowody na przynależność Paraceli i Spratly do cesarstwa przypadają na okres od III w. p.n.e. i dotyczą głównie pozostałości artefaktów z czasów dynastii Han i Tang (II i IX w. n.e). Według strony chińskiej pozwala to na stwierdzenie, że tereny te były zamieszkane przez Chińczyków już w starożytności.
Wietnamczycy z kolei przywołują mapy wg. których zarówno Paracele jak i Spartly (a konkretnie wyspy Bai Cat Vang, Hoang Sa, Van Ly, Truong Sa etc.) klasyfikowane były jako część terytorium wietnamskiego. Co (wg Wietnamczyków) potwierdza również obecność rybaków,  którzy od stuleci prowadzili połowy w pobliżu wysp.
Jeśli wziąć jednak pod uwagę znaczące z perspektywy geopolitycznej wydarzenia, aż do XVIII wieku nie dochodziło do szerszych sporów wokół przynależności tych terytoriów. Okres francuskiej kolonizacji Indochin oraz obecność brytyjskich, japońskich, hiszpańskich oraz chińskich statków handlowych doprowadziła do licznych incydentów, które stały się powodem rozmaitych deklaracji politycznych.

W roku 1895 doszło do katastrofy, w wyniku której zatopione zostały jednostki transportujące ładunek miedzi należący do Wielkiej Brytanii. W związku z roszczeniami ubezpieczyciela, który oskarżył stronę chińską o złupienie zatopionego frachtu wystosowano oficjalną notę do rządu w Pekinie. W odpowiedzi na zarzuty, chińskie władze stwierdziły, że są one bezpodstawne ponieważ Paracele nie są częścią terytorium Cesarstwa. Tym samym upadająca dynastia Qing uciekła od kolejnych reparacji.
Lata trzydzieste XX wieku przyniosły znaczący wzrost roszczeń do wspomnianych terytoriów. W 1930 roku Francja uznała oba archipelagi za część terytorium swojego protektoratu,  budząc tym samym jawny sprzeciw strony chińskiej, która nie podjęła jednak żadnych wyraźnych kroków. Podczas II wojny światowej tj. między 1939, a 1945 rokiem archipelagi Spratly i Paraceli zostały inkorporowane przez Cesarstwo Japonii.
Wyspy Spratly trafiły również pod jurysdykcję Republiki Chińskiej na Tajwanie oraz Republiki Filipin angażując w dyskusję nt. przynależności terytorialnej coraz większą ilość państw regionu.

Najistotniejszym z punktu widzenia współczesnych wydarzeń momentem był styczeń 1974 r., w którym władze Republiki Wietnamu zdecydowały się na udostępnienie około 30 wysp wchodzących w skład archipelagu Spratly zachodnim koncernom wydobywczym poszukującym złóż bogatych w ropę naftową. Spotkało się to z bezpośrednim protestem zarówno Chińskiej Republiki Ludowej, jak i Republiki Chińskiej na Tajwanie.
Następstwem napiętej sytuacji, poprzedzonej szeregiem wystąpień i deklaracji politycznych był incydent zbrojny w pobliżu oddalonych o kilkaset kilometrów Paraceli. 19 stycznia na wyspie Duncan Island wojska chińskie rozpoczęły wymianę ognia z siłami Wietnamu Południowego. Po trwającej dwa dni potyczce oddziały wietnamskie zostały zbombardowane i wycofały się na część wysp Spratly dokonując tym samym pierwszej długotrwałej okupacji tego terytorium przez Wietnam. Widać więc, że geograficznie oddalone od siebie archipelagi mają ogromne znaczenie strategiczne dla państw regionu.

Rozwój technologiczny, a tym samym odkrywanie potencjału surowcowego wokół Spratly i Paraceli sprawiło, że zainteresowane państwa podejmowały coraz odważniejsze próby rozszerzenia swoich stref wpływów. Zjednoczenie Wietnamu doprowadziło do ponowienia roszczeń wietnamskich w stosunku do obu archipelagów a w 1978 rząd filipiński, mocą dekretu prezydenta, uznał wyspy Kalayaan (filipińska nazwa wysp Spratly) za część swojego terytorium.
W latach osiemdziesiątych Komisja Gospodarcza ONZ w Azji opublikowała szereg raportów dotyczących wielkości złóż na Morzu Południowochińskim. Spowodowało to reakcje dotychczas niezaangażowanych w spór państw. Brunei oraz Indonezja dokonały rozszerzenia swoich stref ekonomicznych o 200 kilometrów na południe od wysp Spratly.

Obecność zachodnich koncernów wydobywczych doprowadziła do eskalacji konfliktu w latach dziewięćdziesiątych. W 1992 CNOOC (China National Offshore Oil Corporation) oraz amerykański koncern Crestone Energy podpisały wspólny kontrakt na wyłączność praw do wydobywania ropy naftowej na kilku wyspach archipelagu Spratly. Obiektem umowy było jednak terytorium eksploracji firm wietnamskich. Obie strony zażądały zakończenia prac wydobywczych i wycofania się ze spornego terytorium. 

Trzy lata później w odpowiedzi na zajęcie przez Chińską Republikę Ludową części rafy koralowej w filipińskiej strefie wysp Spratly, Manila podjęła decyzję o aresztowaniu chińskich rybaków. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych miał miejsce szereg incydentów z udziałem zaangażowanych w spór krajów.  Dopiero w 2002 roku w Phnom Penh doszło do podpisania deklaracji o „Postępowaniu stron na Morzu Południowochińskim”. Zgodnie z nią państwa będące stronami umowy zobowiązały się do rozwiązania konfliktu w sposób pokojowy, bez odwoływania się do użycia siły.
W 2011r. Zgromadzenie Narodowe Wietnamu przyjęło nową ustawę modyfikującą obowiązujące prawo morskie, deklarując tym samym swoją zwierzchność nad Paracelami i Spralty doszło wówczas do zaognienia sporu.

Skąd zainteresowanie wyspami?
Głównym czynnikiem motywującym tak wiele państw do zaangażowania w dyskusję co do przynależności archipelagów jest bogactwo surowców naturalnych w tym przede wszystkim ropy naftowej. Według szacunków Ministerstwa Surowców Naturalnych i Górnictwa Chińskiej Republiki Ludowej zasoby ropy naftowej na obszarze Morza Południowochińskiego sięgają ponad 17 miliardów ton. Wskaźniki amerykańskie podają nieco niższą wartość oscylującą w granicach 28 miliardów baryłek. Region bogaty jest również w gaz ziemny, których zasoby wynoszą około 14 bilionów metrów sześciennych. 

Ropa naftowa i gaz ziemny choć stanowią prawdopodobnie najważniejszy z czynników, nie są jedynym powodem. Warto wspomnieć, że  wyspy znajdują się również na trasach handlowych i szlakach morskich przebiegających przez Morze Południowochińskie oraz Ocean Indyjski. Cieśniny Malakka i Singapur stanowią natomiast najbezpieczniejsze połączenie między akwenami.
Nie należy również zapominać o tym jak istotną rolę w regionie pełni rybołówstwo, które w przypadku niektórych krajów zaspokaja bardzo duży procent ogólnego zapotrzebowania na żywność.

Chińska perspektywa
Kwestia przynależności wysp Spratly i Paraceli jest jedną z nielicznych sytuacji kiedy stanowiska Chińskiej Republiki Ludowej oraz Republiki Chińskiej na Tajwanie są zbieżne. Zarówno Pekin jak i Tajpej wysuwają roszczenia terytorialne argumentując je odwieczną przynależnością obszarów do chińskiej strefy wpływów. Oczywiście w obu przypadkach mamy do czynienia z „jednymi Chinami”, których istota rozumiana jest zgoła odmiennie. Jednakże oficjalne stanowiska oparte są na podobnych przesłankach i dokumentach.

W 1946 roku zorganizowana została ekspedycja, której celem było dotarcie na wyspy Spratly. Żołnierze Republiki Chińskiej wraz z państwowymi urzędnikami wylądowali na największej z wysp archipelagu Taiping, tworząc szczegółowe odwzorowania topograficzne terenu oraz nadając wyspom chińskie nazwy.

W 1947 roku władze prowincji Guangdong opublikowały mapę na której wyspy Spratly i Paracele w całości znajdują się na terytorium Chin. Mapa po dziś dzień jest jednym z dokumentów, który wysuwany jest przez stronę chińską jako bezpośredni dowód na przynależność terytorialną spornych obszarów. Roszczenia Republiki Chińskiej zostały odziedziczone przez ChRL. Premier Zhou Enlai w swoich wystąpieniach ponowił chęć dążenia Chińskiej Republiki Ludowej do całkowitej kontroli nad wyspami. Według niektórych badaczy kwestia przynależności Spratly i Paraceli doskonale wpisywała się w późniejszą strategie Mao. Miała ona na celu wykorzystanie amerykańskiego zaangażowania w wojnę w Wietnamie i przejęcie kontroli nad coraz większą ilością wysp Morza Południowochińskiego, docelowo aż do Cieśniny Malakka. 

Działania kolejnych generacji przywódców skupiają się przede wszystkim na konsekwentnej ekspansji przy wykorzystaniu chińskiej przewagi militarnej i gospodarczej. Chińska Republika Ludowa zaangażowana jest przy tym w negocjacje dwustronne z każdym z państw. Kwestia rozwiązania sporu oraz roszczeń w stosunku do wysp na Morzu Południowochińskim zajmuje bardzo istotne miejsce w chińskiej polityce zagranicznej. Choć w narracji partyjnej wciąż nie jest problemem tej samej rangi co Tybet czy kwestia zjednoczenia z Tajwanem (w anglojęzycznym artykule agencji prasowej Xinhua pojawiło się określenie o „żywotnym interesie Chin” w odniesieniu do kwestii Spratly i Paraceli) to wciąż pozostaje jednym z kluczowych zagadnień bezpieczeństwa energetycznego ChRL oraz polityki zagranicznej w regionie Morza Południowochińskiego.

Niektórzy specjaliści są zdania, że strategia ChRL wobec sytuacji na Morzu Południowochińskim może być podzielona zasadniczo na dwie fazy. Pierwsza z nich to opóźnianie konfrontacji. Czyli działanie polegające na nie eskalowaniu konfliktu i utrzymywaniu status quo do czasu w którym dysponuje się potencjałem zwiększającym znacznie możliwości negocjacyjne. Taktyka ta bardzo przypomina filozofie „trzymania głowy nisko i cichego budowania siły” Deng Xiaopinga. Konsekwentne zwiększanie aktywności floty w regionie, budowanie potencjału militarnego oraz postępująca obecność innych państw sprawiły, że Chiny weszły w nową fazę w której pasywna strategia negocjacji bilateralnych zamiast wyciszać konflikt prowadzi do jego eskalacji. Chiny powinny więc zacząć poszukiwanie rozwiązania, które zaangażowałoby zainteresowane państwa otwierając tym samym możliwość negocjacji multilateralnych i wyjście z obecnego impasu. Bądź też podjąć radykalne środki zmierzające do bezpośredniej konfrontacji. Jednak według Taylora Fravela byłoby to możliwe tylko w wypadku gdy korzyści materialne osiągnięte z eksploatacji złóż przewyższyłyby koszty jakie niesie ze sobą potencjalny konflikt.

Wnioski.

  1. Rozwój gospodarczy oraz postęp technologiczny w dziedzinie pozyskiwania surowców powoduje wzrost zainteresowania wydobyciem, tym samym inicjuje wzrost napięcia w rejonie Morza Południowochińskiego.
  2. Ekspansja chińska jest elementem budowania strategii „Third island” oraz szansą na zwiększenie swojej obecności na Morzu Południowochińskim co może prowadzić do równoważenia amerykańskiego „pivot to Asia”.
  3. Przynależność terytorialna wysp na Morzu Południowochińskim staje się coraz istotniejszym elementem polityki zagranicznej Chin. O zmianie świadczy modyfikacja języka w odniesieniu do kwestii Paraceli i Spratly, które coraz częściej określane są mianem „żywotnego interesu” (核心利益) Chin. Oficjalne źródła zaprzeczają jakoby takie sformułowanie zostało użyte przez któregoś z urzędników państwowych.

 -------------------
Opr. Marcin Ambroziewicz (II rok, studia stacjonarne, specjalność orientalna)



czwartek, 18 kwietnia 2013

„Szara rzeczywistość” wojsk lotniczych Indii



Wojska lotnicze Indii są jednym z najliczniejszych tego typu komponentów wojskowych w całej Azji. Według szacunków fachowego portalu lotniczego Flightglobal, New Delhi dysponuje ok. 1 600 wojskowymi statkami powietrznymi różnych typów. Większość z nich, co naturalne, stanowią samoloty bojowe, w tym m.in.: Su-30MKI, Mirage 2000H, MiG-29/27/21 oraz Jaguar M/S.

Paradoksalnie jednak, pomimo tak licznego wyposażenia bojowego, potencjał operacyjny indyjskich sił powietrznych pozostaje relatywnie mały w stosunku do jego teoretycznej wartości. Dzieje się tak ze względu na szereg problemów, które trapią ten komponent sił zbrojnych. Częściowo wynikają one z wypadków losowych, jeszcze częściej są jednak pochodną wieloletnich zaniedbań planistycznych oraz błędów organizacyjnych władz w New Delhi.
Ten stan rzeczy wpływa z kolei negatywnie zarówno na potencjał obronny państwa, jak i możliwości realizowania przez niego linii politycznej obranej względem pozostałych państw regionu, w tym tak istotnych z punktu widzenia New Delhi, jak ChRL, czy Pakistan.
Komentarz:
Rzeczywisty potencjał operacyjny indyjskich wojsk lotniczych odróżnia się od tego teoretycznego z kilku powodów:
- przestarzałość technologiczna większości typów indyjskich samolotów bojowych, wynikająca m.in. z braku realizacji wymaganych programów modernizacyjnych,
-zły stan techniczny dużej liczby maszyn, będący konsekwencją braku przeprowadzonych remontów (bądź też ich kiepską realizacją), czy też np. złą jakością instalowanych części zamiennych (częste przypadki montowania używanych zamienników zamiast oryginalnych części, księgując jednocześnie wyższe koszta usług),
- złe wyszkolenie pilotów wojskowych, wynikające m.in. z: braku odpowiednich systemów szkolenia, czy też bazy materiałowej do realizacji tego typu działań (o tym w dalszej części tekstu). Sytuacja w tym kontekście stała się na tyle krytyczna, że New Delhi zdecydowało się nawet na „wypożyczenie” grupy wojskowych prywatnym przedsiębiorstwom lotniczym, jako tańszej siły roboczej (niż komercyjni piloci), co jednocześnie miałoby pomóc żołnierzom w podnoszeniu/utrwalaniu umiejętności pilotażu (duża krytyka ze strony środowiska eksperckiego, bazująca m.in. na wyraźnych i oczywistych różnicach w operowaniu pasażerskimi statkami powietrznymi, a samolotami wojskowymi/bojowymi).
- dużym problemem pozostaje również realizacja licznych (choć nie zawsze udanych) programów zakupu nowego wyposażenia wojsk lotniczych. Często jest to wynikiem kompromitującego wręcz braku zdecydowania indyjskich elit politycznych i będących tego konsekwencją: zmian wymagań technicznych planowanego do nabycia systemu bojowego, koniecznością anulowania i rozpisania na nowo przetargów, czy też całkowitego porzucenia wcześniejszych planów. Na tym tle wyróżnia się trzy zasadnicze kwestie, które wyraźnie komplikują całościowy proces decyzyjny:
czy planowane do nabycia systemy bojowe mają pochodzić od producentów krajowych; czy zagranicznych? jeżeli do zagranicznych, to od kogo: producenci ze Wschodu (Rosja), czy z Zachodu (USA, państwa europejskie)?; czy montaż danych systemów bojowych ma być realizowany: w kraju producenta, w Indiach, pół-na-pół?

Przedstawione powyżej pytania nieustannie generują szereg dodatkowych problemów, związanych z takimi kwestiami jak:
- montaż/zakup pożądanych systemów bojowych w kraju jest trudny do realizacji ze względu na: zacofanie technologiczne rodzimych przedsiębiorstw, złe doświadczenie z dotychczasowych wieloletnich programów rozwojowych, które nie przynoszą spodziewanych rezultatów, za to generują dodatkowe koszta finansowe oraz kompromitują władze centralne na arenie krajowej i międzynarodowej (zwłaszcza w kontekście państw regionalnych),
- opcja zakupu systemów bojowych od dostawców zagranicznych jest trudna do realizacji, przede wszystkim ze względu na dużą liczbę potencjalnych oferentów, powodujących wydłużenie procesu decyzyjnego/oceny przedłożonych ofert/ich porównania/podjęcia ostatecznej decyzji/etc.
- dodatkowo prowadzi to do sytuacji, w której poszczególne typy indyjskich samolotów wojskowych pochodzą od różnych producentów. Powoduje to trudności związane m.in. z unifikacją łańcucha dostaw części zmiennych oraz kosztów wsparcia technicznego maszyn, komplikuje procedury związane z utrzymaniem samolotów w wymaganym stanie technicznych, a także ewentualne prace remontowe realizowane przez same wojska lotnicze. Do tego dochodzą problemy w standaryzacji przenoszonego przez samoloty uzbrojenia (maszyny różnych producentów przystosowywane są do przenoszenia odmiennych rodzajów uzbrojenia, co generuje koszta związane z ich zakupem – brak korzyści efektu skali), a także współpracą operacyjną poszczególnych maszyn na polu walki
- w przypadku dostawców zagranicznych problemem pozostają też takie kwestie jak negocjacje warunków planowanego do zawarcia porozumienia (zwłaszcza w kontekście miejsca montażu zakupywanych systemów bojowych, kosztów jednostkowych maszyn, szczegółów wsparcia technicznego oraz logistycznego ze strony producenta). To prowadzi do sytuacji, w której rozmowy z sprawie warunków planowanego kontraktu nieustannie się przedłużają, a zakup potrzebnych systemów bojowych jest odkładany w czasie (często wręcz anulowany).
- istotną kwestią pozostaje również zbyt duża liczba grup interesów, prezentujących odmienne wizje realizacji programów zakupu nowych samolotów wojskowych, czy też modernizacji obecnie wykorzystywanego uzbrojenia. W tym przypadku podstawowy podział przebiega pomiędzy podmiotami (zarówno w kręgach władzy cywilnej jak i wojskowej) preferującymi zakup krajowych lub zagranicznych systemów bojowych (w żadnym z tych wypadków nie można naturalnie wykluczyć wątku korupcyjnego, motywującego je do faworyzowania jednego z podanych rozwiązań). Innym przykładem jest np. kwestia miejsca realizacji prac montażowych/modernizacyjnych (w kraju, czy za granicą) oraz konkretnych podmiotów (przedsiębiorstw) mających podjąć się tychże zadań,
- owa mozaika preferowanych rozwiązań biznesowych dodatkowo utrudnia proces decyzyjny na szczeblu centralnym, wydłużając (a często wręcz uniemożliwiając) zakup nowego uzbrojenia, czy też modernizacji/remontu tego obecnie wykorzystywanego.
- problemem w różnicy pomiędzy rzeczywistym i teoretycznym potencjałem wojsk lotniczych Indii jest też (zbyt) duża liczba zdań operacyjnych przypisywanych temu komponentowi sił zbrojnych. Są one bowiem angażowane do działań związanych z dozorem przestrzeni powietrznej państwa (zwłaszcza w kontekście stref przygranicznych z pobliżu ChRL i Pakistanu), eliminacją zagrożenia powietrznego na czas wojny (pełnowymiarowe działania bojowe) jak i pokoju (np. w przypadku omyłkowego/celowego wtargnięcia pojedynczego statku powietrznego na obszar indyjskiej przestrzeni powietrznej), patrolowania przestrzeni powietrznej na terenie obszarów zamorskich (Archipelag Andamanów i Nikobarów), wsparcia operacyjnego jednostek lądowych i morskich w różnych scenariuszach zaangażowania bojowego, szkolenia przyszył załóg pilotów oraz otrzymania umiejętności pilotażu obecnej kadry. 

By nie być gołosłownym należy przytoczyć kilka przykładów potwierdzających przedstawione powyżej tezy:
HAL Tejas. Program rozwoju konstrukcji lekkiego indyjskiego myśliwca wielozadaniowego liczy już sobie 30 lat. Jego owocem jest właśnie HAL Tejas. W chwili obecnej realizowana jest seria testów powietrznych myśliwca, poprzedzających jego wdrożenie do struktury indyjskich wojsk lotniczych. Status wstępnej gotowości bojowej (Initial Operating Capability) maszyna uzyskała jeszcze w 2011. Błędy techniczne wykryte w trakcie certyfikacji maszyny do standardu pełnej gotowości operacyjnej (Full/Final Operational Capability) spowodowały cofnięcie tej decyzji oraz wymusiły na producencie, koncernie Hindustan Aeronautics Limited, kontynuację programu testowego.
Według obecnego terminarza Tejas ma uzyskać IOC do końca bieżącego roku, a w przeciągu następnych 2 lat zostanie mu nadany status FOC. Teoretycznie powinno to otworzyć drogę do seryjnego zakupu myśliwców przez wojska lotnicze (planowana liczba to ok. 300 egzemplarzy, w tym co najmniej 40 w wersji pokładowej/morskiej). Nie ma jednak pewności, że do tego dojdzie. Część środowiska eksperckiego obawia się bowiem wykrycia kolejnych błędów konstrukcyjnych maszyny, po raz kolejnych przesuwających w czasie finalizację procesu jej wdrożenia do służby.
Przeciąganie się działań związanych z nadaniem Tejasom IOC i FOC oraz wprowadzanie do całości konstrukcji coraz to nowych modyfikacji (wynikających ze zmieniających się z czasem wymagań operacyjnych/jakościowych ze strony New Delhi – duży problem w tego typu sytuacjach) generuje wzrost kosztów całkowitych programu. W chwili obecnej szacuje się, że będzie on kosztował co najmniej 2,5 mld USD. Kwota ta, naturalnie, nie musi być ostateczna.
Rafale. W styczniu 2012 wojska lotnicze Indii ogłosiły zwycięzcę przetargu na dostawę 126 myśliwców wielozadaniowych (wartość: 10-12 mld USD). Wygrał w nim myśliwiec Rafale produkcji francuskiego koncernu Dassault Aviation. W ostatniej fazie przetargu w polu pozostawił Eurofighter Typhoon oferowany przez konsorcjum Eurofighter GmbH (skład: EADS, BAE Systems, Alenia Aeronautica).
Według pierwszych zapowiedzi New Delhi, negocjacje szczegółów kontraktu ze stroną francuską miały potrwać kilka miesięcy i zakończyć się jeszcze w 2012. Tak się jednak nie stało, a finalizacja rozmów z Francuzami planowana jest obecnie na – co najmniej – jesień/końcówkę 2013. Problemem są nie tyle względy finansowe (nie licząc kwestii ograniczenia indyjskiego budżetu obronnego na rok fiskalny 2013/2014), co szczegóły techniczne porozumienia. Podstawową kwestią sporną pozostaje lokalizacja i wykonawca montażu myśliwców.
Według wstępnego porozumienia, pierwszą partię 18 samolotów zmontują Francuzi. Pozostałe mają powstać na terenie zakładów HAL w Indiach. Ma to z jednej strony pozwolić Indiom na nabycie niezbędnego doświadczenia (montaż „francuskich” maszyn obserwować mają inżynierowi z HAL). Z drugiej zaś, umożliwi to szybkie rozpoczęcie programu szkolenia przyszłych załóg pilotów, którzy kształcić będą się na egzemplarzach dostarczonych z Francji.
Niewiadomą pozostają jednak szczegóły montażu pozostały 108 Rafale. Dassault Aviation krytycznie ocenia bowiem potencjał technologiczny HAL, który zdaniem Francuzów jest niewystarczający aby zapewnić ciągłość i odpowiednie tempo montażu. Problemem pozostaje również kwestia wybrania poddostawców/podwykonawców w całym procesie. Indie chcą, aby większość tej grupy tworzyły przedsiębiorstwa indyjskie, na co do końca zgodzić nie chcą się Francuzi. Jest to związane z koniecznością dokonania tzw. transferu technologii (a więc przekazania stronie indyjskiej dokumentacji technicznej niezbędnej do montaży myśliwców), będącego jednym z kluczowych warunków zakończonego ponad rok temu przetargu.
Transfer ten dotyczy zarówno rozwiązań technicznych opracowanych przez samo Dassault Aviation, jak i podwykonawców pracujących bezpośrednio na zlecenie Francuzów. Ci drudzy nie chcą zgodzić się na przekazanie danych dotyczących własnych osiągnięć technologicznych Indiom. Obawiają się bowiem wynikającego z tego tytułu wzrostu konkurencyjności indyjskich przedsiębiorstw na rynkach międzynarodowych.
Kwestią dyskusyjną pozostaje również to, kto ma odpowiadać za całościową realizację programu montażu i wdrażania do służby Rafale. New Delhi stoi na stanowisku, że podmiotem tym powinno być Dassault Aviation. Francuzi nie chcą jednak brać odpowiedzialności za montaż 108 myśliwców, realizowany przez – ich zdaniem niekompetentny/nieprzystosowany do tego – HAL.
Powyższe problemy negocjacyjne (których notabene jest znacznie więcej) doprowadziły do przeciągnięcia się w czasie rozmów pomiędzy New Delhi i producentem Rafale. To z kolei wyraźnie opóźnia terminarz wprowadzenia do służby nowych samolotów, zmuszając wojska lotnicze do operowania na aktualnie dysponowanych maszynach, których stan techniczny, czy technologiczne przystosowanie do wymagań współczesnego pola walki pozostawiają wiele do życzenia.
BAE Hawk. Podstawowym narzędziem szkolenia indyjskich pilotów jest (ma być) samolot szkolno-bojowy BAE Hawk Mk-132. Docelowo Indie zamierzają wprowadzi do służby ponad 140 tego typu maszyn (aktualnie dysponują kilkudziesięcioma egzemplarzami). Maszyny te mają zastąpić eksploatowane do tej pory HPT-32 i HJT-36 Kirjan MkII.
Według niedawnych relacji indyjskich mediów powołujących się na źródła w resorcie obrony, mniej więcej połowa z Hawków nie jest obecnie eksploatowana. Tym samym nie są one włączone w proces szkolenia przyszłych kadr pilotów, jednocześnie znacznie go komplikując. Powodem tego stanu rzeczy jest brak części zamiennych, który uniemożliwia przywrócenie samolotów do odpowiedniego stanu technicznego, umożliwiającego realizowanie przez nie przypisywanych im zdań.
 

---------
Mat. opr. mgr Michał Jarocki. Doktorant Polskiej Akademii Nauk i ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego. Jako analityk Fundacji Amicus Europae oraz Instytutu Jagiellońskiego od kilku lat śledzi proces transformacji systemu bezpieczeństwa w regionie Azji, ze szczególnym uwzględnieniem aspektu morskiego w postaci Oceanu Indyjskiego i Pacyfiku.